Już za kilka tygodni w Azerbejdżanie odbędzie się Konkurs Piosenki Eurowizji. Lokalne władze walczą z czasem, by ukończyć budowę areny wokalnych zmagań, czyli Kryształowego Pałacu w stołecznym Baku. Pałac to dla rządzącego krajem reżimu prezydenta Ilhama Alijewa źródło prawdziwej dumy - niestety, jeśli chodzi o mieszkańców pobliskich dzielnic, rzecz ma się zupełnie inaczej.
By możliwe było wzniesienie tego gigantycznego kompleksu, którego konstrukcja częściowo wybiega w Morze Kaspijskie, eksmitowano tysiące ludzi. Część z nich szukała rekompensaty w sądach, ale sprawy w większości przypadków umorzono, a wstawiających się za eksmitowanymi aktywistów aresztowano.
Organizacja Human Rights Watch alarmuje, że od kilku miesięcy w Azerbejdżanie coraz częściej dochodzi do aktów agresji i przemocy wobec dziennikarzy. Przywódcy prodemokratycznych ugrupowań są regularnie zatrzymywani. Władza rozpędza pokojowe protesty, a ich uczestnicy są bici lub poddawani karze więzienia. Politycznych więźniów w Azerbejdżanie można już liczyć w setkach.
Według Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, każde wybory, jakie odbyły się w Azerbejdżanie po odłączeniu się tego kraju od ZSRR w 1991 r., były sfałszowane. Jednak jakimś cudem kaukaskiej republice udało się uniknąć krytyki ze strony Unii Europejskiej i NATO, do zbliżenia z którymi zresztą dąży - ale także ze strony Rady Europy, międzynarodowej organizacji działającej na rzecz przestrzegania praw człowieka i wcielania w życie ideałów demokracji. Azerbejdżan został jej członkiem w 2001 r.
Po wejściu do Rady Europy Azerbejdżan zaczął otwarcie lekceważyć jej zasady, w związku z czym w 2006 r. organizacja podjęła próbę czasowego odebrania mu prawa głosu. Inicjatywa ta spełzła wówczas na niczym, ale cios był celny. - Reżim Alijewa uruchomił gigantyczną kampanię wizerunkową w Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach - wspomina Gerald Knaus, przewodniczący Europejskiej Inicjatywy Stabilizacyjnej.
Azerbejdżan mógł sobie na to pozwolić. Po tym, jak w 2006 r. otworzył jeden z najdłuższych rurociągów na świecie, który połączył go z europejskimi rynkami, do Baku popłynęły strumienie pieniędzy. Alijew był w komfortowej sytuacji: nie tylko nie potrzebował żadnej pomocy z zewnątrz, ale też stał się obiektem swoistych zalotów europejskich rządów i koncernów energetycznych.
za
fakty.interia.pl/(…)eurowizja-i-polityka-czyli-blic…
-
Uśmiech traktorzysty3:
-
Blo'us:
-
Eddy.:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›